Seks przed ślubem, czy po?

0
150
Rate this post
Choć 26% Polaków deklaruje, że seks przedmałżeński uważa za naganny, to większość par i tak sprawdza swoje dopasowanie w sypialni niedługo po pierwszej randce. Ale nie wszyscy. Jest wiele par, które z seksem czekają do nocy poślubnej. Czy warto czekać do ślubu? Co na to psychologowie?

Kiedyś w kwestii seksu kobiecie stawiano twarde wymagania – dziewictwo powinna zachować aż do nocy poślubnej, jako cenny dar dla małżonka. Przemawiała za tym tradycja i względy religijne. Mężczyźni na żony wybierali dziewczyny o nieposzlakowanej opinii, czyli dziewice. Nie chodziło tylko o tradycję. Dodatkowo dziewictwo dawało gwarancję, że kobieta nie zaraziła się chorobą weneryczną. Panowało także powszechne przekonanie, że kobieta, która „nie ma porównania”, będzie posłuszniejszą i wierniejszą żoną. W połowie XX wieku wszystko się zmieniło. Po rewolucji seksualnej i wynalezieniu pigułki antykoncepcyjnej kobiety stały się równoprawnymi uczestniczkami życia seksualnego. A „zachowanie wianka” do ślubu przestało być ważne. Dziś współżycie przed ślubem stanowi normę, wolne związki w zasadzie nikogo już gorszą. To raczej osoby czekające z seksem do ślubu budzą zdziwienie. Mimo to jest sporo par, które z różnych względów pierwszy raz kochają się w noc poślubną.

Pierścień czystości

 

Głównym powodem wstrzymywania się od seksu, są względy religijne. Według nauki kościoła katolickiego seks zarezerwowany jest dla małżonków – współżycie bez ślubu jest grzechem. Spora grupa młodych ludzi, deklaruje chęć powrotu do tradycyjnych wartości. Od lat 90. w Stanach Zjednoczonych organizacje chrześcijańskie promują modę na tzw. pierścienie czystości. Obrączka z napisem „true love will wait” („prawdziwa miłość poczeka”), czy „one life, one love” („jedno życie, jedna miłość”) ma jasno przedstawiać poglądy noszącego, a w momentach zwątpienia przypominać o wyznawanych wartościach. Do popularyzacji idei czystości przyczynili się młodzieżowi idole, m.in. muzycy z zespołu „The Jonas Brothers”. Wstrzemięźliwość stała się modna, „Purity Ring” coraz częściej traktowany jest jak jeden z wielu młodzieżowych gadżetów. W Polsce, co prawda obrączki czystości nie są zbyt popularne, ale wstrzemięźliwość z powodów religijnych zdarza się często. „Dlaczego miałabym iść z kimś do łóżka, skoro nie jest moim mężem?” –  pyta  „Kasia, narzeczona” – „Seks jest dobry w małżeństwie, bo wtedy mamy pełne zaufanie do drugiej osoby i poczucie bezpieczeństwa. A stąd już krok do szczęścia”.  – pisze Kasia.

 

Nie lubię seksu

 

Powody wstrzymywania się od seksu przed ślubem mogą mieć też naturę psychologiczną. Często zdarza się tak, że jedna strona zwleka z rozpoczęciem współżycia ponieważ np. nie przepada za seksem, ale nie chce się do tego przyznać (nawet sama przed sobą). W takiej sytuacji często przyczyny religijne są traktowane jak wymówka. Kiedy indziej partner lub partnerka boi się inicjacji tak bardzo, że odwleka ją w nieskończoność. Czasami pożądanie może zabić także skrywana niechęć do partnera. W trudniejszych przypadkach może się okazać, że odkładanie pierwszego stosunku „na później” jest jedynie zasłoną dymną dla kwestii, takich jak np. nieuświadomiona lub ukrywana orientacja homoseksualna. Na forach internetowych skupiających żony gejów, można często zetknąć się z podobną historią – „był czuły, wyrozumiały, szanował to, że chcę poczekać”. Dopiero po miesiącu miodowym okazywało się, że seksu nie ma i nie będzie… Albo stosunki są rzadkie, wymuszone, niesatysfakcjonujące.

Jak kocha to poczeka

 

Gdy obydwoje partnerzy są zgodni w kwestii czekania do ślubu, problemu zwykle nie ma. Trudniej jest, gdy tylko jedna ze stron (i wbrew powszechnie panującej opinii nie zawsze jest to kobieta) chce poczekać. Umiejętność cierpliwego czekania na pierwszy seks uważana bywa za miarę miłości partnera. „Nie możemy być pewni, że gdy nie będziemy czekać, to nasze małżeństwo będzie udane” – zauważa Kasia – „Ale musimy być przekonani, że warto i wiedzieć dlaczego to robimy. Czekanie to także próba siły naszego charakteru”. Tymczasem dla drugiej strony może być wyjątkowo ciężka. „Zakochałem się w kobiecie, która z seksem chce czekać do ślubu ze względów religijnych” – pisze na forum Jarek25″. Dodaje, że miał już doświadczenia seksualne, jednak z obecną partnerką ograniczają się jedynie do bardzo niewinnych pieszczot, bo ona, „stara się nie tracić kontroli nas sobą i patrzy na mnie takim wzrokiem, że mam poczucie winy i odechciewa mi się wszystkiego.” Jarek kocha swoją dziewczynę, ale – sam nie będąc osobą religijną – powstrzymywanie się od seksu odbiera jako nienaturalne. Chciałby wyrażać uczucia również poprzez bliskość fizyczną. Przymusowa abstynencja jest dla niego źródłem frustracji: „Czuję się z tym źle. Myślę, żeby zakończyć ten związek, ale boję się, że popełnię błąd, którego będę żałować do końca życia.” – pisze.

Rozmowa pomaga

 

Związek, w którym jedna ze stron jest sfrustrowana, trudno nazwać udanym.  Jeżeli jedna osoba chce poczekać z seksem, a druga wręcz przeciwnie, ważne jest, aby partnerzy jak najwięcej o tym rozmawiali. Wyjaśnili sobie nawzajem przyczyny swojej decyzji, opowiadali o potrzebach. Wzajemne zrozumienie to dobry początek, do znalezienia zadowalającego rozwiązania. Warto pamiętać, że nie jest tak, że osoba która chce celibatu ma rację, a ta druga musi zacisnąć zęby. Obie strony mają swoje argumenty, tak samo istotne. Jeżeli brak seksu jest źródłem nieustających i poważnych konfliktów warto rozważyć dwie rzeczy. Po pierwsze czy partnerzy będą w stanie stworzyć trwały związek na całe życie przy takiej rozbieżności potrzeb i zasad. Przecież nawet, jeśli parze uda się pomyślnie dotrwać do dnia ślubu, wraz ze „skonsumowaniem” małżeństwa problemy wcale nie muszą się skończyć. Inna wrażliwość, inne podejście do spraw seksu, odmienne temperamenty – z tym wszystkim młodzi małżonkowie będą musieli się zmierzyć. Po drugie w niektórych sytuacjach warto  się zastanowić nad innymi, poza stosunkiem, metodami rozładowania napięcia seksualnego (petting, masturbacja).

Bez pośpiechu

 

Są psychologowie, którzy uważają, że opóźnienie „pierwszego razu” daje partnerom czas na lepsze zrozumienie swoich potrzeb. Niekoniecznie trzeba czekać do ślubu. Wystarczy nie spieszyć się z lądowaniem w sypialni dopóki partnerzy nie poznają się bardzo dobrze. Często okres wstrzemięźliwości pary poświęcają na rozmawianie, poznawanie siebie i uczenie się trudnej sztuki komunikacji. Co oczywiście nie oznacza to, że pary podchodzące do seksu swobodnie, mniej się kochają czy gorzej dogadują. Wszystko zależy od charakteru, przekonań i doświadczeń partnerów. To zrozumiałe, że jeśli kogoś kochamy i chcemy z nim być, seks jest naturalnym następstwem tych uczuć. Czy więc czekać z nim do ślubu? Tak, jeśli jest to świadoma decyzja obojga partnerów. Lepiej jednak nie traktować samego momentu ślubu w kategoriach „magicznej granicy”, za którą wszystko zacznie się układać. Jak w wywiadzie dla telewizyjnej Dwójki mówił profesor Zbigniew Lew-Starowicz: „seks jest jednym z warunków udanego związku i powinien przyjść w momencie, kiedy dwie osoby do tego dojrzeją. Czy będzie to akurat moment małżeństwa, to już osobna sprawa”.