Związkowe nierówności

0
79
Rate this post

W moim życiu był taki okres, że interesowałam się wszystkimi dostępnymi poradnikami na temat relacji damsko-męskich, takimi jak „Jak zdobyć i utrzymać mężczyznę” czy „Dlaczego mężczyźni uciekają”. Jak wiele kobiet, szukałam sposobu na zdobycie ukochanego i utrzymanie go przy sobie. Chociaż ta wiedza pozostawiła trwały ślad w moim umyśle i być może nieświadomie ją stosuję, to jednak nigdy nie potrafiłam trzymać się jej odpowiednio długo. Zawsze zaczynało mi na tym zależeć i wtedy jedynym rozwiązaniem było powtórzenie za Elizabeth Gilbert: „Jedz, modl się, kochaj”:

„W moich stosunkach z mężczyznami występują kwestie granic. Może to jednak nie tak. Żeby mieć problem granic, trzeba najpierw mieć granice, prawda? Ja natomiast zatracam się całkowicie w osobie, którą kocham. Jestem jak błona przepuszczalna. Jeśli cię kocham, możesz mieć wszystko. Mój czas, moje oddanie, mój tyłek, pieniądze, rodzinę, psa, pieniądze mojego psa, czas psa… wszystko. Jeśli cię kocham, przecierpię za ciebie każdy twój ból, przejmę na siebie wszystkie twoje długi (w każdym znaczeniu tego słowa), ochronię cię przed twoją własną niepewnością, przeniosę na ciebie wszelkie dobre cechy, których tak naprawdę nigdy w sobie nie wykształciłeś, i kupię gwiazdkowe prezenty dla całej twojej rodziny. Dam ci słońce i deszcz, a jeśli akurat okaże się to niemożliwe, zagwarantuję ci je na przyszłość. Dam ci to i wiele więcej, aż będę tak osłabiona i wyczerpana, że odzyskam energię, tylko jeśli zadurzę się w kimś innym. Nie przedstawiam tych faktów z dumą, ale tak to właśnie z mojej strony zawsze wyglądało.”

Wiele osób może odczuwać frustrację i zmęczenie po zakończeniu związku, czując, że wiele w niego włożyło, ale nie dostało nic w zamian. Czasami może to być trudne do zaakceptowania, ale warto pamiętać, że każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje własne szczęście. Na szczęście, jedną z lekcji, które możemy wyciągnąć z trudnych doświadczeń, jest to, że nie powinniśmy pozwalać innym, aby nas okaleczali.

Artykuł, który przypomniał mi o tych wszystkich rzeczach, opisywał rolę, jaką każdy z partnerów może pełnić w związku. Według psychologa, kiedy jeden z partnerów (zazwyczaj kobieta) traktuje drugiego jak boga, może to prowadzić do sytuacji, w której drugi partner zaczyna myśleć, że jest on sam władcą. To pokazuje, jak ważne jest, aby każdy z partnerów traktował drugiego z szacunkiem i aby wzajemnie się wspierali.

Wniosek z tego jest taki, że każdy z nas powinien szukać równowagi i harmonii w swoich związkach, a nie pozwalać, aby ktokolwiek nas okaleczał. Tylko wtedy możemy cieszyć się szczęśliwym i trwałym związkiem.

W artykule omawiana jest sytuacja, w której kobieta jest gotowa zrobić wszystko dla swojego partnera, aby był zadowolony. Z czasem jednak zaczyna dostrzegać, że brakuje jej wsparcia i że bierze na swoje barki zbyt wiele obowiązków. Autor porusza pytanie, dlaczego kobieta ustala podział obowiązków na korzyść swojego partnera, a potem skarży się na brak jego pomocy. Autor zastanawia się również, dlaczego kobiety często szukają rady w kobiecych magazynach, jak zrobić wszystko, aby zainteresować mężczyznę, a potem nie są zadowolone z ich reakcji. Autor sugeruje, że kobiety powinny być odpowiedzialne za swoje decyzje i nie powinny mieć pretensji do swoich partnerów, jeśli robią coś z własnej woli.

Oczekiwania wobec innych to nieustanny problem, nie tylko kobiet, ale też wielu ludzi. Chcemy, aby inni nas traktowali tak, jak my ich. Ale na jakiej podstawie to robimy? Każdy człowiek jest unikalny i może reagować inaczej w tej samej sytuacji. Poza tym, nie lubimy, gdy ktoś narzuca nam, co powinniśmy robić. Dlaczego więc uważamy, że jest to w porządku, gdy narzucamy innym nasze oczekiwania? Marlo Thomas powiedziała, że równość nie polega na tym, aby traktowano nas tak samo jak mężczyzn, ale aby traktować siebie tak samo, jak traktujemy mężczyzn. I miała rację. Dlatego przestańmy dawać innym poczucie winy i zacznijmy dbać o swoje szczęście. Bo szczęśliwy człowiek to ten, który ma szczęśliwego partnera.